Wesele Oli i Mateusza

Opowieść o tych, co przeszli do historii…

Punkt 6:00 kończyliśmy sezon weselny 2016. 19 listopad. Niedzielny poranek tuż po był bardzo pogodny. Niczym echem radosnych zmagań nocy witały nas złotawe promienie poranka. Goście jeszcze przez dobrą godzinę wyśpiewywali potem kolejne warianty kultowego „Fajne wesele” nie pomijając wariacji na temat wodzireja i zespołu. I nie można im było odmówić racji. Że wesele było fajne w to nikt z obecnych wątpić nie mógł.

Mało powiedzieć, że Młodym nie brakło dobrego samopoczucia. Nawet przez moment nie dostrzegłem na ich twarzach stresu. Bawili się, jakby żaden reflektor nie był w ich stronę skierowany, jakby uwielbiali i były dla nich codziennością te wszystkie okoliczności, które nowożeńcom czasem spędzają sen z powiek.

Byli obecni, pogodni, otwarci i zaangażowani. Od początku do końca uśmiechnięci, pomysłowi oraz pełni fajnego dystansu i luzu. I ta dobra iskra padała na niezwykle przyjazny i podatny do wzniecania ognia grunt.

Grzmiało przy stołach. Grzmiało na parkiecie. Trzeszczały krzesła i deski pod stopami. Prawie dwustu pięćdziesięciu gości rozniosło w pył listopadową szarówkę. Niczym echem radosnych zmagań nocy witały nas złotawe promienie poranka. 🙂

Olu, Mateusz – najlepsze dla Was!

– Sylwek, Wodzirej Double Wings

PS.
Serdeczne pozdrowienia dla Jacka i Moniki oraz Pauliny i Rysia! Trzymamy kciuki za wschodzące gwiazdy roku 2018 – Magda, Patryk, już odliczamy 😉

Sylwester Laskowski
Wodzirej Double Wings